Przeglądasz starą wersję tego wpisu, od 1 lutego 2018 o 15:19:14. Tutaj możesz porównać różnice pomiędzy tą wersją a wersją obecna wersja.

Gdy skończyłem 52 lata i gdyby mi ktoś powiedział, że będę pisał wiersze to w odpowiedzi usłyszałby stek inwektyw. Poezję traktowałem jako stratę czasu. No bo kto na początku XXI wieku zajmuje się poezją? Felieton, scena teatralna, i ostatecznie kino (którego nie lubię) te mają siłę oddziaływania a wierszyk -przepada.A jednak wydarzenia z mojego życia całkowicie mnie łącznie ze zmianą przyzwyczajeń a nawet smaku.

Pamiętam napisałem jeden tekst, drugi i trzeci i coś załapało – a potem śniły mi zabawy z akcentami ruchomą średniówką itp. Pisanie traktuję jako impuls z góry – jest tak, że za mną coś łazi i nie da spokoju dokąd nie ubiorę w formę i przeleje na papier.

Obrałem ten łatwiejszy gatunek poezji – rymowaną, gdzie ilość sylab i akcentów zdaje się być policzona, a rymy: za chwilę maj i pojadę do Częstochowy na błonia przed klasztor. Co roku przywożę olbrzymie bukiety i biadolę, że czasem nie udaje mi się ich zastosować.

Kolor śliwek

Gdy wczoraj jakoś nie chce odejść
a jutro wpycha się przez okno,
między mrugnięciem ciężkich powiek,
o westchnień garść się można potknąć.

Czas się rozejdzie w obie strony,
wydaje się, że stanął w miejscu,
myśli zaś biegną nieskończone
wśród szybkich spojrzeń, pustych gestów.

Chwila nostalgii je zatrzyma,
przy zbiegu ulic w cichej knajpce,
gdzie tło śliwkowe ma smak wina
świat nie wypatrzy, nikt nie znajdzie.

Realizm niczym cięcie nożem
kreśli na twarzy obojętność
a czas jak domek z kart się złoży.
Biją sekundy, słyszę tętno.

Dziś ktoś na moment czas zatrzymał,
choć wiem, że to jest niemożliwe,
zniewolił zmysły dziwny klimat
i myśli ubrał w kolor śliwek.

 

Brzoskwinie

Rozśnieżyły się gałązki milionami płatków,
rozbrzęczały owadami wieszcząc moc dostatków.

Zawiązały w mini pączki chłodem rozgadane,
pospadają tuzinami zapadną w niepamięć.

Resztę smagnie deszcz, kroplami zetnie zamróz z nieba
i tak mnóstwo się ostanie, by w ciszy dojrzewać.

Rozczerwienią, rozmechacą, z góry miękkość spłynie,
pragną radość, szczęście przynieść – nieskromne brzoskwinie.

Jak co roku dwie mi podasz chwilą rozjędrnione.
Rozsmakuję się, rozmarzę, w słodyczy utonę.

 

Nie uwierzą

Za dłoń pociągnęła i już nic nie boli.
Nóżki same idą. Czy niosą do domu?
Można podskakiwać i biegać do woli,
a rączki są wolne – nie mają wenflonu.

Aparaty z buzi w nicość odpłynęły.
Ze świetlistej łąki bije piękny zapach
a babcia i dziadek są skąpani w bieli,
przytulają czule i nie muszą sapać.

Cudowne uczucie szloch daleki burzy.
Skuleni rodzice przy łóżeczku siedzą.
Aż tutaj dociera: ból, tragedia ludzi,
lecz gdy im opowiesz: bez szans – nie uwierzą.

 

Jesienna sonata

Po cichu lato dawno odeszło.
Zaszumiał wiatr w kotlinie wspomnień.
Złośnik namieszał, upiększył przeszłość
zakręcił łzą tęsknot minionych.

Czereśnie, wiśnie zamknął w słoiki,
truskawek smak lodami zmroził.
Lustra pomarszczył, przywołał przy tym
nastrojów garść w kwiatach mimozy.

Zakręcił życia srebrną łyżeczką,
ocenił zysk, zsumował straty.
Nutkę uśmiechu zakreślił lekką,
zostawił czar mocnej herbaty.

Pozwolił spojrzeć nieco inaczej
na życia kres w jesiennych barwach.
Bezsens pokazał gonienia za czymś,
pałeczkę prawd pragnąc przekazać.

Lecz po co komu taka pałeczka
gdy w gnoju sens zgubiło słowo.
Zbrukaną prawdę, jak tanią metkę,
rzeźnicy dusz tworzą na nowo.

 

Chwile

Obok siebie przepływają nasze chwile,
kromka chleba je zatrzyma albo kasa.
Przeklinają lub rzucają słowo miłe
i pognają aby nigdy tu nie wracać.

Zabierają gdzieś w przestworza garść czułości,
którą rzucił od niechcenia nam przypadek,
lub wpadają z modlitwami w wielki pościg
jakby w niebie załatwiały jakąś sprawę.

Czasem splącze mocnym węzłem jakiś dramat
a przemyśleń garść wydłuży każdy moment
o pytania już od wieków powtarzane.
Chwile płyną niezależne, nieskończone.

Przyspieszają wartkim nurtem nie od rzeczy,
gdy się szczęście wymarzone wreszcie ziści,
lecz nie dane nam do końca się nacieszyć,
odpływają jak jesienne z deszczem liście.

Porywają nam codzienność kawałkami
i zmuszają by kolejny zdobyć Zawrat,
a przez życie chwile płyną zawsze z nami.
One po to nas przyniosły – aby zabrać.

 

Koniec zimy

U schyłku dnia coś szło nie tak,
zburzyło ludziom spokój.
Nie wiedział nikt co to za fakt,
choć patrzą bystre oczy.

Dziś z rana śnieg w obejściu legł,
a mrozik ściął kałuże.
Ciepło jest w dzień, ach co za pech.
po błocie brodzą ludzie.

Zima chcąc trwać w zanadrzu ma
arsenał różnych chwytów;
śnieżyca dmie, lub tłucze grad
i kałuż jest bez liku.

Śnieg ginie w mig, bo słońce lśni,
termometr wszedł na plusa.
Na jezdniach miast znów breja tkwi,
spódnica w parku kusa.

I tylko szewc musi mieć gest
glancując but z ochotą,
bo w czasie zmian tak zawsze jest;
pierwsze wyłazi błoto.

 

Smutek

czy smutek ma kolory zimy
skąd takie myśli są u pani
każdego ranka on jest inny
malując twarze zatroskaniem

nie jest on czernią ani bielą
szarością oczu lub fioletem
nie odda tonów żaden melanż
nie da się zamknąć epitetem

nie pachnie piżmem ni lawendą
w starociach próżno jego szukać
już jeśli przyjdzie utkwi wewnątrz
niemocą spęta nawet ducha

założy ciemne okulary
i ma do wszystkich żale o nic
lecz świat się wcale nie zawali
a ciepłe słowo go przegoni

pozornie taki niepotrzebny
pesymizm tylko wokół pleni
zadanie przecież spełnia przednie
gdyż dzięki niemu radość cenisz

 

Zauroczony latem

Lato się rozupalniło gorejącym słońcem,
w nagle do cna wysuszyło pragnienie piekące,
rozwinniła się winorośl, zdojrzewały sady,
ledwo dychał leśny porost żył na aby, aby.

Zobnażyły krągłe kształty na plażach dziewczęta
depilując szczególiki by człek zapamiętał.
Zbrązowiało słońcem ciało niemal do imentu.
Zdarzy się że wrzaśnie białość, jak chorągiew w święto.

Przez przypadek wylazł detal – od razu sczerwieniał.
Zsiadłe mleko ma poeta choć grymasi wena.
Za to piasek się rozskrzypiał, bo był całkiem boso,
z ciekawości wszędzie właził – czynił to z ochotą.

Zaszumiło ciche słowa rozhukane morze,
przekrzykiwał tylko lodziarz: lody śmietankowe.
Myśl się jedna wyodrębnia i ubiera w słowa,
oj należy nam się czasem – błogo le

Aktualizacje wpisu:
Zmiany:
1 lutego 2018 o 15:19:14Aktualna wersja
Zawartość
<p style="text-align: justify;">Gdy skończyłem 52 lata i gdyby mi ktoś powiedział, że będę pisał wiersze to w odpowiedzi usłyszałby stek inwektyw. Poezję traktowałem jako stratę czasu. No bo kto na początku XXI wieku zajmuje się poezją? Felieton, scena teatralna, i ostatecznie kino (którego nie lubię) te mają siłę oddziaływania a wierszyk -przepada.A jednak wydarzenia z mojego życia całkowicie mnie łącznie ze zmianą przyzwyczajeń a nawet smaku.</p> <p style="text-align: justify;">Gdy skończyłem 52 lata i gdyby mi ktoś powiedział, że będę pisał wiersze to w odpowiedzi usłyszałby stek inwektyw. Poezję traktowałem jako stratę czasu. No bo kto na początku XXI wieku zajmuje się poezją? Felieton, scena teatralna, i ostatecznie kino (którego nie lubię) te mają siłę oddziaływania a wierszyk -przepada.A jednak wydarzenia z mojego życia całkowicie mnie łącznie ze zmianą przyzwyczajeń a nawet smaku.</p>
<p style="text-align: justify;">Pamiętam napisałem jeden tekst, drugi i trzeci i coś załapało - a potem śniły mi zabawy z akcentami ruchomą średniówką itp. Pisanie traktuję jako impuls z góry - jest tak, że za mną coś łazi i nie da spokoju dokąd nie ubiorę w formę i przeleje na papier.</p> <p style="text-align: justify;">Pamiętam napisałem jeden tekst, drugi i trzeci i coś załapało - a potem śniły mi zabawy z akcentami ruchomą średniówką itp. Pisanie traktuję jako impuls z góry - jest tak, że za mną coś łazi i nie da spokoju dokąd nie ubiorę w formę i przeleje na papier.</p>
<p style="text-align: justify;">Obrałem ten łatwiejszy gatunek poezji - rymowaną, gdzie ilość sylab i akcentów zdaje się być policzona, a rymy: za chwilę maj i pojadę do Częstochowy na błonia przed klasztor. Co roku przywożę olbrzymie bukiety i biadolę, że czasem nie udaje mi się ich zastosować.</p> <p style="text-align: justify;">Obrałem ten łatwiejszy gatunek poezji - rymowaną, gdzie ilość sylab i akcentów zdaje się być policzona, a rymy: za chwilę maj i pojadę do Częstochowy na błonia przed klasztor. Co roku przywożę olbrzymie bukiety i biadolę, że czasem nie udaje mi się ich zastosować.</p>
<p style="text-align: justify;"></p> &nbsp;
<strong>Kolor śliwek</strong> <strong>Kolor śliwek</strong>
Gdy wczoraj jakoś nie chce odejść Gdy wczoraj jakoś nie chce odejść
a jutro wpycha się przez okno, a jutro wpycha się przez okno,
między mrugnięciem ciężkich powiek, między mrugnięciem ciężkich powiek,
o westchnień garść się można potknąć. o westchnień garść się można potknąć.
Czas się rozejdzie w obie strony, Czas się rozejdzie w obie strony,
wydaje się, że stanął w miejscu, wydaje się, że stanął w miejscu,
myśli zaś biegną nieskończone myśli zaś biegną nieskończone
wśród szybkich spojrzeń, pustych gestów. wśród szybkich spojrzeń, pustych gestów.
Chwila nostalgii je zatrzyma, Chwila nostalgii je zatrzyma,
przy zbiegu ulic w cichej knajpce, przy zbiegu ulic w cichej knajpce,
gdzie tło śliwkowe ma smak wina gdzie tło śliwkowe ma smak wina
świat nie wypatrzy, nikt nie znajdzie. świat nie wypatrzy, nikt nie znajdzie.
Realizm niczym cięcie nożem Realizm niczym cięcie nożem
kreśli na twarzy obojętność kreśli na twarzy obojętność
a czas jak domek z kart się złoży. a czas jak domek z kart się złoży.
Biją sekundy, słyszę tętno. Biją sekundy, słyszę tętno.
Dziś ktoś na moment czas zatrzymał, Dziś ktoś na moment czas zatrzymał,
choć wiem, że to jest niemożliwe, choć wiem, że to jest niemożliwe,
zniewolił zmysły dziwny klimat zniewolił zmysły dziwny klimat
i myśli ubrał w kolor śliwek. i myśli ubrał w kolor śliwek.
&nbsp; &nbsp;
<strong>Brzoskwinie</strong> <strong>Brzoskwinie</strong>
Rozśnieżyły się gałązki milionami płatków, Rozśnieżyły się gałązki milionami płatków,
rozbrzęczały owadami wieszcząc moc dostatków. rozbrzęczały owadami wieszcząc moc dostatków.
Zawiązały w mini pączki chłodem rozgadane, Zawiązały w mini pączki chłodem rozgadane,
pospadają tuzinami zapadną w niepamięć. pospadają tuzinami zapadną w niepamięć.
Resztę smagnie deszcz, kroplami zetnie zamróz z nieba Resztę smagnie deszcz, kroplami zetnie zamróz z nieba
i tak mnóstwo się ostanie, by w ciszy dojrzewać. i tak mnóstwo się ostanie, by w ciszy dojrzewać.
Rozczerwienią, rozmechacą, z góry miękkość spłynie, Rozczerwienią, rozmechacą, z góry miękkość spłynie,
pragną radość, szczęście przynieść - nieskromne brzoskwinie. pragną radość, szczęście przynieść - nieskromne brzoskwinie.
Jak co roku dwie mi podasz chwilą rozjędrnione. Jak co roku dwie mi podasz chwilą rozjędrnione.
Rozsmakuję się, rozmarzę, w słodyczy utonę. Rozsmakuję się, rozmarzę, w słodyczy utonę.
&nbsp; &nbsp;
<strong>Nie uwierzą</strong> <strong>Nie uwierzą</strong>
Za dłoń pociągnęła i już nic nie boli. Za dłoń pociągnęła i już nic nie boli.
Nóżki same idą. Czy niosą do domu? Nóżki same idą. Czy niosą do domu?
Można podskakiwać i biegać do woli, Można podskakiwać i biegać do woli,
a rączki są wolne - nie mają wenflonu. a rączki są wolne - nie mają wenflonu.
Aparaty z buzi w nicość odpłynęły. Aparaty z buzi w nicość odpłynęły.
Ze świetlistej łąki bije piękny zapach Ze świetlistej łąki bije piękny zapach
a babcia i dziadek są skąpani w bieli, a babcia i dziadek są skąpani w bieli,
przytulają czule i nie muszą sapać. przytulają czule i nie muszą sapać.
Cudowne uczucie szloch daleki burzy. Cudowne uczucie szloch daleki burzy.
Skuleni rodzice przy łóżeczku siedzą. Skuleni rodzice przy łóżeczku siedzą.
Aż tutaj dociera: ból, tragedia ludzi, Aż tutaj dociera: ból, tragedia ludzi,
lecz gdy im opowiesz: bez szans - nie uwierzą. lecz gdy im opowiesz: bez szans - nie uwierzą.
&nbsp; &nbsp;
<strong>Jesienna sonata</strong> <strong>Jesienna sonata</strong>
Po cichu lato dawno odeszło. Po cichu lato dawno odeszło.
Zaszumiał wiatr w kotlinie wspomnień. Zaszumiał wiatr w kotlinie wspomnień.
Złośnik namieszał, upiększył przeszłość Złośnik namieszał, upiększył przeszłość
zakręcił łzą tęsknot minionych. zakręcił łzą tęsknot minionych.
Czereśnie, wiśnie zamknął w słoiki, Czereśnie, wiśnie zamknął w słoiki,
truskawek smak lodami zmroził. truskawek smak lodami zmroził.
Lustra pomarszczył, przywołał przy tym Lustra pomarszczył, przywołał przy tym
nastrojów garść w kwiatach mimozy. nastrojów garść w kwiatach mimozy.
Zakręcił życia srebrną łyżeczką, Zakręcił życia srebrną łyżeczką,
ocenił zysk, zsumował straty. ocenił zysk, zsumował straty.
Nutkę uśmiechu zakreślił lekką, Nutkę uśmiechu zakreślił lekką,
zostawił czar mocnej herbaty. zostawił czar mocnej herbaty.
Pozwolił spojrzeć nieco inaczej Pozwolił spojrzeć nieco inaczej
na życia kres w jesiennych barwach. na życia kres w jesiennych barwach.
Bezsens pokazał gonienia za czymś, Bezsens pokazał gonienia za czymś,
pałeczkę prawd pragnąc przekazać. pałeczkę prawd pragnąc przekazać.
Lecz po co komu taka pałeczka Lecz po co komu taka pałeczka
gdy w gnoju sens zgubiło słowo. gdy w gnoju sens zgubiło słowo.
Zbrukaną prawdę, jak tanią metkę, Zbrukaną prawdę, jak tanią metkę,
rzeźnicy dusz tworzą na nowo. rzeźnicy dusz tworzą na nowo.
&nbsp; &nbsp;
<strong>Chwile</strong> <strong>Chwile</strong>
Obok siebie przepływają nasze chwile, Obok siebie przepływają nasze chwile,
kromka chleba je zatrzyma albo kasa. kromka chleba je zatrzyma albo kasa.
Przeklinają lub rzucają słowo miłe Przeklinają lub rzucają słowo miłe
i pognają aby nigdy tu nie wracać. i pognają aby nigdy tu nie wracać.
Zabierają gdzieś w przestworza garść czułości, Zabierają gdzieś w przestworza garść czułości,
którą rzucił od niechcenia nam przypadek, którą rzucił od niechcenia nam przypadek,
lub wpadają z modlitwami w wielki pościg lub wpadają z modlitwami w wielki pościg
jakby w niebie załatwiały jakąś sprawę. jakby w niebie załatwiały jakąś sprawę.
Czasem splącze mocnym węzłem jakiś dramat Czasem splącze mocnym węzłem jakiś dramat
a przemyśleń garść wydłuży każdy moment a przemyśleń garść wydłuży każdy moment
o pytania już od wieków powtarzane. o pytania już od wieków powtarzane.
Chwile płyną niezależne, nieskończone. Chwile płyną niezależne, nieskończone.
Przyspieszają wartkim nurtem nie od rzeczy, Przyspieszają wartkim nurtem nie od rzeczy,
gdy się szczęście wymarzone wreszcie ziści, gdy się szczęście wymarzone wreszcie ziści,
lecz nie dane nam do końca się nacieszyć, lecz nie dane nam do końca się nacieszyć,
odpływają jak jesienne z deszczem liście. odpływają jak jesienne z deszczem liście.
Porywają nam codzienność kawałkami Porywają nam codzienność kawałkami
i zmuszają by kolejny zdobyć Zawrat, i zmuszają by kolejny zdobyć Zawrat,
a przez życie chwile płyną zawsze z nami. a przez życie chwile płyną zawsze z nami.
One po to nas przyniosły – aby zabrać. One po to nas przyniosły – aby zabrać.
&nbsp; &nbsp;
<strong>Koniec zimy</strong> <strong>Koniec zimy</strong>
U schyłku dnia coś szło nie tak, U schyłku dnia coś szło nie tak,
zburzyło ludziom spokój. zburzyło ludziom spokój.
Nie wiedział nikt co to za fakt, Nie wiedział nikt co to za fakt,
choć patrzą bystre oczy. choć patrzą bystre oczy.
Dziś z rana śnieg w obejściu legł, Dziś z rana śnieg w obejściu legł,
a mrozik ściął kałuże. a mrozik ściął kałuże.
Ciepło jest w dzień, ach co za pech. Ciepło jest w dzień, ach co za pech.
po błocie brodzą ludzie. po błocie brodzą ludzie.
Zima chcąc trwać w zanadrzu ma Zima chcąc trwać w zanadrzu ma
arsenał różnych chwytów; arsenał różnych chwytów;
śnieżyca dmie, lub tłucze grad śnieżyca dmie, lub tłucze grad
i kałuż jest bez liku. i kałuż jest bez liku.
Śnieg ginie w mig, bo słońce lśni, Śnieg ginie w mig, bo słońce lśni,
termometr wszedł na plusa. termometr wszedł na plusa.
Na jezdniach miast znów breja tkwi, Na jezdniach miast znów breja tkwi,
spódnica w parku kusa. spódnica w parku kusa.
I tylko szewc musi mieć gest I tylko szewc musi mieć gest
glancując but z ochotą, glancując but z ochotą,
bo w czasie zmian tak zawsze jest; bo w czasie zmian tak zawsze jest;
pierwsze wyłazi błoto. pierwsze wyłazi błoto.
&nbsp; &nbsp;
<strong>Smutek</strong> <strong>Smutek</strong>
czy smutek ma kolory zimy czy smutek ma kolory zimy
skąd takie myśli są u pani skąd takie myśli są u pani
każdego ranka on jest inny każdego ranka on jest inny
malując twarze zatroskaniem malując twarze zatroskaniem
nie jest on czernią ani bielą nie jest on czernią ani bielą
szarością oczu lub fioletem szarością oczu lub fioletem
nie odda tonów żaden melanż nie odda tonów żaden melanż
nie da się zamknąć epitetem nie da się zamknąć epitetem
nie pachnie piżmem ni lawendą nie pachnie piżmem ni lawendą
w starociach próżno jego szukać w starociach próżno jego szukać
już jeśli przyjdzie utkwi wewnątrz już jeśli przyjdzie utkwi wewnątrz
niemocą spęta nawet ducha niemocą spęta nawet ducha
założy ciemne okulary założy ciemne okulary
i ma do wszystkich żale o nic i ma do wszystkich żale o nic
lecz świat się wcale nie zawali lecz świat się wcale nie zawali
a ciepłe słowo go przegoni a ciepłe słowo go przegoni
pozornie taki niepotrzebny pozornie taki niepotrzebny
pesymizm tylko wokół pleni pesymizm tylko wokół pleni
zadanie przecież spełnia przednie zadanie przecież spełnia przednie
gdyż dzięki niemu radość cenisz gdyż dzięki niemu radość cenisz
&nbsp; &nbsp;
<strong>Zauroczony latem</strong> <strong>Zauroczony latem</strong>
Lato się rozupalniło gorejącym słońcem, Lato się rozupalniło gorejącym słońcem,
w nagle do cna wysuszyło pragnienie piekące, w nagle do cna wysuszyło pragnienie piekące,
rozwinniła się winorośl, zdojrzewały sady, rozwinniła się winorośl, zdojrzewały sady,
ledwo dychał leśny porost żył na aby, aby. ledwo dychał leśny porost żył na aby, aby.
Zobnażyły krągłe kształty na plażach dziewczęta Zobnażyły krągłe kształty na plażach dziewczęta
depilując szczególiki by człek zapamiętał. depilując szczególiki by człek zapamiętał.
Zbrązowiało słońcem ciało niemal do imentu. Zbrązowiało słońcem ciało niemal do imentu.
Zdarzy się że wrzaśnie białość, jak chorągiew w święto. Zdarzy się że wrzaśnie białość, jak chorągiew w święto.
Przez przypadek wylazł detal - od razu sczerwieniał. Przez przypadek wylazł detal - od razu sczerwieniał.
Zsiadłe mleko ma poeta choć grymasi wena. Zsiadłe mleko ma poeta choć grymasi wena.
Za to piasek się rozskrzypiał, bo był całkiem boso, Za to piasek się rozskrzypiał, bo był całkiem boso,
z ciekawości wszędzie właził – czynił to z ochotą. z ciekawości wszędzie właził – czynił to z ochotą.
Zaszumiło ciche słowa rozhukane morze, Zaszumiło ciche słowa rozhukane morze,
przekrzykiwał tylko lodziarz: lody śmietankowe. przekrzykiwał tylko lodziarz: lody śmietankowe.
Myśl się jedna wyodrębnia i ubiera w słowa, Myśl się jedna wyodrębnia i ubiera w słowa,
oj należy nam się czasem – błogo le oj należy nam się czasem – błogo le

Uwaga: Do porównania mogą być dodawane puste linie celem lepszego zawijania linii.