Joanna Jakubik

999

Urodziła się w Warszawie, a obecnie mieszka z rodziną w miejscowości Złotokłos. Od 2010 r. jest członkiem warszawskiego II oddziału Stowarzyszenia Autorów Polskich. Należy także do “Klubu Poszukiwaczy Słowa” przy Bibliotece Publicznej Miasta i Gminy Piaseczno. Pisze wiersze, w tym także dla dzieci, oraz opowiadania. W latach 2002 – 2005 ukazywały się cztery zestawy teczek edukacyjnych jej autorstwa pt. “Bawię się i Uczę”. W 2007 r. Służewiecki Dom Kultury wydał antologię pt. „Poezja nad Dolinką”, w której znalazły się wiersze autorki opatrzone notką Zbigniewa Jerzyny. W 2010 r. wydano cztery książeczki z wierszowanymi bajkami dla dzieci, z cyklu „Bajki z teatrzykiem”. Autorka jest zapraszana do przedszkoli i bibliotek na spotkania z dziećmi.

Wiersze i opowiadania Joanny Jakubik można znaleźć w antologiach wydanych przez Stowarzyszenie Autorów Polskich. W 2011r wydano antologie: “Bez ogródek” i „Inny smak czereśni”, a w 2014 r. „Boso po ściernisku”;

Opowiadanie autorki “Spacer z Cecylią” znalazło się w książce pokonkursowej pt. „Piaseczyńskie opowieści”, wydanej w 2013 r. przez Bibliotekę Publiczną Miasta i Gminy Piaseczno; Tekst autorki umieszczono w publikacji jubileuszowej Towarzystwa Przyjaciół Otwocka /2013 r./, a opowiadanie „Liliowe irysy” wyróżniono w XIII Mazowieckim Konkursie Małej formy Literackiej /2013 r./ Znalazło się ono także w „Kwartalniku Kulturalnym Sekrety Żaru”

Autorka publikowała swoje teksty od 2005 r. na portalu literackim Fabrica Librorum, którego obecnie jest redaktorką i gdzie bierze udział w konkursach organizowanych przez portal również jako jurorka. W 2013 r. prowadziła konkurs „Rymowisko z palindromami Tadeusza Morawskiego”. Konkurs ten zaowocował tomikiem pt. „ I laba na Bali”. W 2014 r. pokłosiem konkursu „Limeryki z palindromami” stał się tomik pt. „I za kufrem Smerf u Kazi”. W obydwu wydaniach pokonkursowych zajmowała się także redakcją tekstów i przygotowaniem tomików do druku.

Najnowszy tomik pt. „Makatka z jeleniem” zawiera wiersze pisane w latach 2005-2014. Niektóre z nich były już umieszczone w antologiach, ale spora ich część ukazała się drukiem po raz pierwszy.

Srebrne nici półmroku

„… Lecz biedny jestem: me skarby – w marzeniach;

Więc ci rzuciłem marzenia pod stopy;

Stąpaj ostrożnie, stąpasz po marzeniach.”

– William Butler Yeats

Cóżeś ty najlepszego uczynił poeto,

pokazałeś kierunek, a mapy nie dałeś.

Teraz będę się karmić ulotną podnietą,

już do końca, przez życie całe.

Po co było uwodzić i motać słowami

to, co miało być proste, nie skomplikowane.

Twoje słowa, choć ciche, potrafią omamić

i już nie wiem, to prawda, czy kłamiesz.

A czytając, zamyślić się przyjdzie nad światem

i na drogi meandrach szukać swoich ścieżek.

Lecz niczego mi nie żal, nie martwię się zatem,

bo tych wzruszeń mi nikt nie odbierze.

Zniknę kiedyś zdmuchnięta jak pył, niespodzianie,

razem z troską, radością i wolą istnienia.

Dopomożesz pogodzić się z tym co nieznane,

przecież wszystko się kiedyś odmienia.

Jeśli w słowach uczucia swe zawrzeć próbujesz

i przekażesz je szczerze, coś po nich zostanie.

A ktoś świat swój, być może, wedle nich zbuduje,

bo marzenia są wciąż takie same.

Migawki rodzinne

Rąbek nieba i słońce jak w studni zamknięte

i kapliczka pośrodku, dla nich miejsce święte.

Losy matek i ojców kiedy dziećmi byli,

nie spisywane nigdy, zatrzymane w chwili.

Dom, który nadal kryje losy już minione,

fotografie w albumie z piekła wyniesione.

Były ważniejsze dla nich niż wszystkie marzenia,

w momencie, który w popiół ludzkie losy zmieniał.

Już nie ma tej dziewczynki beztrosko tańczącej

w piwnicy, w szczurzym świecie, jak na kwietnej łące.

I ojca, gdy z rodziną w kotłowni schowany,

patrzył jak zabierają sąsiadów nad ranem.

Odeszli, a wraz z nimi tamte ich wspomnienia.

Zostały skrawki zdarzeń, jakby od niechcenia.

Dzika róża /villanella/

Krzak dzikiej róży obok kamienia,

kwitnie czerwono i cieszy oczy.

Rośnie w ogrodzie, którego nie ma.

Radością mami jak od niechcenia,

pamięć o czasie przyćmi, zamroczy,

krzak dzikiej róży obok kamienia.

A tamtych ludzi już dawno mnie ma.

Każdy z nich w inną stronę gdzieś zboczył.

Pozostał ogród, którego nie ma.

Kamień, ruina, chwila zwątpienia,

kiedy przybyli tutaj po nocy,

gdzie dzika róża obok kamienia.

Wszystko przemija, czas pamięć zmienia

groby zielenią już las otoczył

i tamten ogród, którego nie ma.

Choć ludzkie losy w niwecz odmienia

historia, kiedy kołem się toczy,

wciąż rośnie róża obok kamienia,

w tamtym ogrodzie, którego nie ma.

Dama i muzyk (Nadieżda Von Meck)

W innym czasie żyjąc, kim byś był muzyku?

Czy też by się wtedy tobą zachwyciła?

Sława ją urzekła, czy też muzy siła

kazała dać pensję za dźwięki koncertów?

Nie pragnęła nawet twojego dotyku.

Tylko tych symfonii, walców i uwertur,

fortepianu dźwięków, poloneza kroków,

szumu białych skrzydeł, jeziora w półmroku

sali koncertowej, twojej odpowiedzi

na listy z zapachem delikatnych perfum.

Czyś pomyślał o niej, gdy pośród gawiedzi

klaszczącej po twoim występie w operze,

wołano wciąż: – Autor, autor! Przecież szczerze

kochać nie umiałeś zwyczajnej kobiety.

Ona też cię nigdy nie chciała odwiedzić.

Obcowanie z Muzą, ma większe zalety,

A reszta? Cóż, reszta milczeniem zostanie.

Z twoich kompozycji czerpią nieustannie

wszyscy miłośnicy uśpionej królewny,

Dziadka do orzechów, Romansu, łabędzi

i Symfonii h-moll z patosem nut śpiewnych.

Piotruś Pan i księżyc

Chmury nad Nibylandią skrywają w półcieniach

dziecięce tajemnice. W korytarzach złudzeń

potłuczone kolana, zabawki i cudze

domysły komu ile i za co płacono.

A wszystko tak jak w krzywym zwierciadle się zmienia.

Nikomu niepotrzebne, dzwonią unisono

dzwoneczki pajacyka, a Piotruś Pan zniknął.

Sypiąc piaskiem wokoło, zdmuchnął mgłę błękitną,

uśmiechnął się nieśmiało, machnął kapeluszem,

na nosie zagrał plotkom, gazetom, demonom.

Duchy, zjawy, upiory razem z Królem kuszą

niedościgłą perfekcją kroków i muzyki.

Kiedy dźwięki jej słyszysz, nie skojarzysz z nikim,

tylko z tańczącym chłopcem w rękawiczce srebrnej,

którą zawsze zakładał. Dlaczego? Bo musiał.

Teraz tam, w Nibylandii, czasem się uśmiechnie,

włoży chustę, kapelusz, przypnie pas do spodni.

Błysną zęby i oczy. O plotkach zapomni.

Popatrz kurtka z Thrillera! Na pewno ta sama?

Wolny, nad Nibylandią śmieje się i zwiewnie

tańczy w chmurach z księżycem, do białego rana.

Bursztynowy okręt /villanella/

W rdzawozłotych rozbłyskach ukryta gdzieś na dnie,

dzisiaj zdobią ją glony w Neptuna komnatach,

morska głębia wyznacza jej miejsce ostatnie.

Czy tym statkiem płynęła i dokąd? Kto zgadnie?

Fale wszystko zakryły, na zawsze to strata.

W rdzawozłotych rozbłyskach ukryła się na dnie.

„Wilhelm Gustloff” – ta nazwa okrętu, zapadnie

w pamięć, bowiem tragedię historia oplata.

Ludzkim losom wyznacza ich miejsce ostatnie.

Pośród mrozu, w ciemności nie mieli tu żadnej

szansy na ocalenie. Ze śmiercią ich swatał

wystrzał z łodzi podwodnej. Spoczęli gdzieś na dnie.

Wszystko dawno minęło, żałować zasadnie

ludzkich istnień – choć wrogów. Czas miejsce wyznacza

ludzkim losom. W pamięci ich miejsce ostatnie.

Skarbu, który zaginął, już nikt dziś nie znajdzie,

zniknął wraz z tymi, którzy wędrują w zaświatach.

W rdzawozłotych rozbłyskach ukryci gdzieś na dnie,

morska głębia wyznacza ich miejsce ostatnie.

Aktualizacje wpisu: