Mistrzowie Ortografii 2019!

320

3. Piaseczyńskie Dyktando zgromadziło liczne grono miłośników ortografii. Do udziału w kategorii dla dzieci i młodzieży „Żółw” zgłosiło się ponad 40 osób, a w kategorii dla dorosłych „Gżegżółka” aż 70! Tegoroczne dyktando odbyło się 30 listopada 2019 roku w nowootwartej bibliotece w Centrum Edukacyjno-Multimedialnym. Dyktando odczytała znana prezenterka radiowa i telewizyjna oraz autorka książek Marzena Rogalska. Tekst dyktand, opisujących legendę piaseczyńską, napisała nauczycielka ze szkoły podstawowej w CEM Edyta Marciniak-Cukiernik. W tym roku tytuł Piaseczyńskiego Mistrza Ortografii Polskiej otrzymał Krzysztof Goławski w kategorii „Żółw” oraz Mateusz Kempisty w kategorii dorosłych. Serdecznie gratulujemy nagrodzonym!

Wyniki dyktanda:

Kategoria „Żółw” dla dzieci i młodzieży
Krzysztof Goławski Mistrz
Amelia Żurawska Wicemistrz
Wiktoria Lubik Drugi Wicemistrz
Witold Perkowski Wyróżnienie
Aleksandra Stokłosa Wyróżnienie

Kategoria „Gżegżółka” dla dorosłych
Mateusz Kempisty Mistrz
Barbara Perkowska Wicemistrz
Marek Jaworski Drugi Wicemistrz
Monika Romanowska-Prusik Wyróżnienie
Bogusław Skrzypczyk Wyróżnienie

Kategoria „Żółw” tekst dyktanda

Dawno temu, w małej miejscowości, położonej na obecnym obszarze Równiny Piaseczyńskiej stanowiącej brzeżną część Kotliny Warszawskiej, żył kowal Jan. Był on rzetelnym rzemieślnikiem. Uważał, że jakiekolwiek niedbalstwo jest w pracy przeciwwskazane. Kuł żelazo, z którego później tworzył różnorakie narzędzia, na przykład: ruszty, rożny, lemiesze do pługów. Wcześniej słynął także z wyrobów niezawodnych  kotłów i rondli, ale fach ten odebrał mu kotlarz Józef. Niepokonany  Jan imał się także kucia zbroi. Wykuwał wszystkie części pancerzy, między innymi: hełmy, napierśniki, opachy, nałokcice czy nakolanniki. Łączył to później w całość nierozerwalnymi rzemykami i sprzączkami. Tę pracę wkrótce  zagarnęli jednak dla siebie przybywający do miejscowości z północno–wschodnio–polskich stron chciwi, bezkompromisowi i konfliktotwórczy płatnerze. Janowi wiodło się nie najlepiej.

          Jan miał dwóch synów – Wita i Lecha. Chłopcy darzyli ojca wielką, bezwarunkową miłością. Skrzętnie pomagali mu w gospodarstwie, zanosili też do miasta wyroby rzemieślnicze kowala. Tam je niestrudzenie sprzedawali i przed zachodem słońca wracali w supernastroju do domu, z kieszeniami wypchanymi pieniędzmi. Przekazywali je ojcu, a ten skrupulatnie chował całą minifortunę w skrzyni pod podłogą. Niezmordowanie ciułał grosz do grosza na edukację synów. Pewnego dnia, gdy Wit i Lech znużeni wracali z całodziennym utargiem, ujrzeli na swojej drodze staruszkę z barankiem. Zwierzę tak ochoczo brykało, że wpółżywa babunia za nim nie nadążała. Chwaccy chłopcy chwycili chyżo postronek i pobiegli za barankiem do chaty staruszki. Ona zaś w podzięce oddała im rozswawolonego  rogacza. Kowal Jan był ukontentowany – baranek będzie woził na targ jego wyroby rzemieślnicze. Tak też pewnego rześkiego poranka się stało. Powędrowali wszyscy na pobliski bazarek. Wówczas to domostwo kowala obrabowało dwóch rzezimieszków. Rabusie bez skrupułów zachachmęcili kowalowe oszczędności. Przywłaszczyli sobie wszystko! Jan po powrocie do domu wpadł w bezbrzeżną rozpacz. Nic nie będzie ze szkół dla synów! Nagle w chacie pojawiła się staruszka, uprzednia właścicielka niepokornego  baranka. Pocieszyła Jana, po czym podeszła do zwierzęcia. Zamachnęła się i jednym szybkim ruchem zdjęła mu  ze łba rogi! Jan patrzył jak zahipnotyzowany. Okazało się, że  są  one szczerozłote. Dzięki ich wartości kowal stał się zamożnym człowiekiem.

           Rabusie nie mieli dużego pożytku ze zrabowanych pieniędzy. Gdy tylko, będąc w pobliskim miasteczku,  próbowali zapłacić za cokolwiek pieniędzmi Jana, te natychmiast zamieniały się w piasek. Dukatów było wiele, toteż niemal całą miejscowość zasypali piaskiem. W taki oto sposób powstało Piaseczno. Dzisiaj miejscowość pięknie rozciąga się pomiędzy Lasem Kabackim, a terenem Chojnowskiego Parku Krajobrazowego.

 

Kategoria „Gżegżółka” – tekst dyktanda

Dawno temu (obecnie rzec by można, że w czasach zamierzchłych) w małej miejscowości  żył kowal Jan. Dzisiaj wspomniana miejscowość znajduje się na obszarze Równiny Piaseczyńskiej. Stanowi  ona brzeżną część Kotliny Warszawskiej w strefie jej styku z Wysoczyzną Rawską.  

          Bohater tej opowieści był rzetelnym rzemieślnikiem. Uważał, że jakiekolwiek niedbalstwo jest w pracy przeciwwskazane. Słuszny sąd! Nicnierobienie, niechby i wyważone, z rzadka jest chwalebne. Dlatego Jan ochoczo kuł żelazo, z którego później tworzył różnorodne narzędzia, na przykład: ruszty, rożny, lemiesze do pługów. Wcześniej słynął także z wyrobów niezawodnych kotłów i rondli, ale fach ten odebrał mu kotlarz Józef. Niepoddający się Jan imał się również kucia zbroi. Wykuwał różnorakie  części pancerzy, między innymi: hełmy, napierśniki, opachy, nałokcice czy  nakolanniki. Łączył to później w całość nierozerwalnymi rzemykami i sprzączkami. Tę pracę jednak wkrótce zawłaszczyli  dla siebie przybywający do miejscowości z północno–wschodnio–polskich stron chciwi, bezkompromisowi i konfliktotwórczy płatnerze. Nie najlepiej wróżyło to Janowi. Czasem, kiedy czuł się bardzo samotny, myślał, że przydałaby mu się w kuźni superatrakcyjna, długonoga pomocnica.

          Nasz Jan wychowywał  dwóch synów – Wita i Lecha. Ci dziewięcioipółletni  hultaje darzyli ojca wielką, bezwarunkową miłością. Mali rozczochrańce skrzętnie pomagali mu w gospodarstwie, tachali też do miasta wyroby rzemieślnicze kowala. Często pakowali się rach – ciach i w półbrzasku, w rześkiej mżawce docierali do znajdującego się na obrzeżach miasta bazaru. Tam, pośrodku rynku, niestrudzenie sprzedawali wyroby ojca i w późnopopołudniowym  słońcu wracali w supernastroju  do domu, z kieszeniami wypchanymi dukatami. Przekazywali je ojcu, a ten skrupulatnie chował całą minifortunę w skrzyni pod podłogą. Niezmordowanie ciułał grosz do grosza na edukację synów. Pewnego dnia, gdy Wit i Lech wracali znużeni z całodziennym utargiem, ujrzeli na swojej drodze staruszkę z barankiem. Zwierzę tak ochoczo brykało i wykonywało cudaczne półobroty, że wpółżywa babunia za nim nie nadążała. Chwaccy chłopcy chwycili chyżo postronek i pobiegli za barankiem do chaty staruszki. Ona zaś w podzięce oddała im rozswawolonego rogacza. Kowal Jan był ukontentowany – baranek będzie woził na targ jego wyroby rzemieślnicze. Tak też pewnego rześkiego czwartkowego poranka się stało. Powędrowali wszyscy na pobliski bazarek. Wówczas to zza rogu domostwa Jana wychynęło  dwóch rzezimieszków. Jeden z nich przypominał chuderlawego hipochondryka z miną charta. Drugi przymrużył oczy, naprężył mięśnie i wyważył drzwi Janowej chaciny. Rabusie bez skrupułów zachachmęcili  kowalowe oszczędności. Przywłaszczyli sobie wszystko! Jan po powrocie do domu wpadł w bezbrzeżną rozpacz. Półprzytomnie rozejrzał się po izbie. Chciał krzyknąć, jednak z jego gardła wydobyło się zaledwie rzężenie. W potężnej chandrze jęczał tylko półgębkiem. Nic nie będzie ze szkół dla synów! Na samą myśl o tym krew stężała mu w żyłach. Nagle w chacie pojawiła się zażywna staruszka, uprzednia właścicielka baranka. Pocieszyła Jana, po czym podeszła do zwierzęcia. Zamachnęła się i jednym szybkim ruchem zdjęła mu ze łba rogi! Jan patrzył jak zahipnotyzowany. Okazało się, że są one szczerozłote. Dzięki ich wartości znienacka kowal stał się zamożnym człowiekiem.

           Rabusie nie mieli dużego pożytku ze zrabowanych pieniędzy. Nie wyszły im na zdrowie mrzonki o bogactwie. Gdy tylko, będąc w pobliskim miasteczku, próbowali zapłacić za cokolwiek pieniędzmi Jana, te natychmiast zamieniały się w piasek. Dukatów było wiele, toteż niemal całą miejscowość zasypali piaskiem. W taki oto sposób powstało supermiasto Piaseczno. Dzisiaj miejscowość rozciąga się pięknie pomiędzy Lasem Kabackim, a terenem Chojnowskiego Parku Narodowego. My zaś tylko możemy powspominać bohaterskiego Jana, żyjącego w jakże odległych od naszego hiperkonsumpcjonizmu czasach.

Aktualizacje wpisu:
  • 9 grudnia 2019 o 11:48:59 [aktualna wersja] przez Promocja Biblioteka Piaseczno
  • 9 grudnia 2019 o 11:48:59 przez Promocja Biblioteka Piaseczno