Moje wspomnienia z dawnych lat

664

Urodziłam się zaraz po wojnie, w warunkach domowych. Mieszkaliśmy wtedy w Józefosławiu (obecnie ul. Ogrodowa) w wynajmowanej oficynie u p. Jana Stahla – ówczesnego ziemianina. Był on Niemcem z pochodzenia, jednym z wielu w tej okolicy, człowiekiem bardzo dobrym i uczciwym. Przygarniał wielu rozbitków i tułaczy powojennych. Każdy potrzebujący znajdował u niego miejsce do życia i pracy w dużym majątku.

Wkrótce zmieniły się układy w Polsce Ludowej – Niemcy musieli opuścić te ziemie. Tym samym moi rodzice tzw. Aktem Nadania weszli w posiadanie sześciu ha ziemi i poniemieckiego domu w Julianowie.

Ówczesny krajobraz mojej okolicy to osiem starych zagród gospodarskich, usytuowanych w znacznych odległościach od siebie, przy piaszczystej drodze w kierunku Piaseczna. Wspominam swoje biedne dzieciństwo, że nie miałam żadnych zabawek, tylko niespełnione marzenia o lalce…

Jednak najbardziej zapadł mi w pamięć „obowiązek szkolny”. Najbliższa szkoła podstawowa była w Chylicach. Razem z Ryśkiem Dębackim i Zbychem Szelągiem przemierzaliśmy codziennie (także w sobotę) 4 km pieszo w jedną stronę. Najgorzej było zimą, gdy śniegiem zawiało drogi i trzeba było je „torować” swoimi butami… Nie łatwiej było w marcu, gdy przychodziły roztopy i trzeba było pokonywać straszne błoto aż do drogi utwardzonej. Nikt się o nas nie troszczył. Tylko my – trójka dzieci – chodziliśmy tamtą polną drogą.

Dzisiaj cieszę się bardzo, że moje wnuki mają lepsze życie, że szkoła jest blisko, piękne ulice, chodniki, ścieżki rowerowe, autobusy. Warto było żyć, by doczekać takiej zmiany.

Teresa Stefańska Frączyk

Aktualizacje wpisu:

Ten wpis nie był poddany redakcji przed publikacją.